- Galerie ze spływów kajakowych
     - O weekendach słów kilka 
     - Galerie z weekendów majowych
 
     
 
 
Kilka słów o kole
 
Klub zajmuje się wspinaczką skałkową , speleologią, turystyką górską, narciarską i kajakową. Organizuje
wyprawy zagraniczne. Propaguje turystykę w mediach oraz organizuje prelekcje i wystawy fotograficzne.

 

 


Historia Klubu

HISTORIA KLUBU

W 1969 r. działała w Zawierciu „Niezależna grupa Speo-69” zajmująca się eksploracją jaskiń. Członkowie tej grupy po nawiązaniu współpracy z PTTK, 28.10.1970 r. oficjalnie założyli Speleoklub Zawiercie.

Zarząd klubu wybrano w następującym składzie: Włodzimierz Solecki-prezes, Jerzy Zrębny-wiceprezes, Jan Macioł-gospodarz sprzętu. Po ukończeniu podstawowego kursu w Częstochowie Zawiercianie brali udział w akcjach w najtrudniejszych jaskiniach tatrzańskich: Czarnej, Zimnej, Litworowej i w Bańdziochu Kominiarskim. Po kilku latach działalność klubu na tyle osłabła, że w 1976 r. trzeba było go właściwie reaktywować. Prezesem wybrano Włodzimierza Szewczyka, a kierownikiem szkolenia został Lesław Romanek. Nawiązano ścisłą współpracę ze Speleoklubem Dąbrowa Górnicza. Klub się rozrastał. Zmieniono nazwę na Klub Taternictwa Jaskiniowego, gdyż już od dawna stosowano w jaskiniach techniki alpinizmu powierzchownego. Członkowie klubu zaczęli pokonywać tatrzańskie ściany. Lata osiemdziesiąte to znaczny rozwój działalności i wzrost popularności klubu. Klub jako czwarta sekcja wszedł w skład Zagłębiowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego, skupiającego speleokluby Dąbrowa Górnicza i Sosnowiec oraz Akademicki Klub Speleologiczny U.Śl. Zaczęto organizować wyprawy zagraniczne. Wspólnie z kolegami z Dąbrowy Górniczej odniesiono spore sukcesy eksploracyjne w jaskiniach rumuńskich. Pokonano najgłębszą jaskinię Czechosłowacji Barasdalaš. Eksplorowano także w Alpach Julijskich, a o wyprawie, wspólnej ze Speleoklubem Dąbrowa Górnicza, pisała wtedy lokalna prasa włoska, wprawdzie na stronie z nekrologami, ale jednak. W 1984 r. zdobyliśmy najwyższe szczyty Karpat Południowych – dwa wejścia taternickie w rumuńskich Fogaraszach – Lesław Romanek i Waldemar Wojtala, filarkiem w pn.-wsch. grani Tarity i północną ścianą Tarity 2419 m. n.p.m., a Wanda Zaręba weszła na Kilimandżaro-5895 m n.p.m. W następnych latach klubowe wyprawy zdobyły Mont Blanc, najwyższe szczyty Dolomitów Marmoladę-3342 m i Civettę-3220 m. Byliśmy obecni w Pirenejach – wejścia taternickie na Pico de Tempestades 3290 m, Pico de Margalida 3241 m Marian Helwing i Lesław Romanek oraz Pico de Vallibierna 3067 m Waldemar Wojtala, Czarnohorze i Gorganach. Wzbogaciliśmy działalność o imprezy narciarskie. Wielokrotnie braliśmy udział m.i. w „Wędrówkach Północy”. Potem przyszła kolej na turystykę kajakową. W latach osiemdziesiątych klubem kierowali: Włodzimierz Rok, Lesław Romanek i Waldemar Wojtala. Zmieniono nazwę na Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej.

Mimo trudności finansowych równie dobre okazały się dla klubu lata dziewięćdziesiąte. Zwiedzano Litwę, Łotwę, Estonię i Krym. Byliśmy także na Zakaukaziu docierając, aż do Baku. Ponownie nasza wyprawa stanęła na Mont Blanc i Marmoladzie. Dwie ekspedycje działały w Turcji zdobywając wulkan Erciyes Dagi 3916 m. Odwiedziliśmy też Maroko by wejść na najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego Mont Toubkal 4167m. Sukcesem zakończyła się wyprawa na Sycylię. Udało nam się zajrzeć do czynnego krateru Etny 3323 m i „po drodze” zdobyć najwyższy wierzchołek Apeninów, Corno Grande 2912 m, na który wszedł także dziewięcioletni wówczas Michał Romanek. Były także i porażki. Dwa razy nie udało się osiągnąć szczytu Matterhornu. Nie weszliśmy także na Monte Cinto na Korsyce, a na Sardynii przez pomyłkę osiągnęliśmy tylko drugi co do wielkości wierzchołek wyspy.

XXI wiek zaowocował nowymi wyprawami i wejściami na wysokie szczyty także w egzotycznych górach. W 2004 r. poznaliśmy góry Albanii i Czarnogóry oraz Alpy Rodniańskie i Góry Marmaroskie w Rumunii. W 2005 r. owocna była wyprawa do Iranu. Leszek Kurek i Bartek Matysik zdobyli wtedy Demawend 5654 m w Górach Elburs. Dotarli także nad Zatokę Perską. W następnym roku Wioletta i Leszek Kurkowie przebywając na zaproszenie rodziny w Stanach Zjednoczonych weszli na Mont Whitney 4420m w Sierra Nevada w Kalifornii. Zaliczyli też Kanion Colorado. W 2007 r. kolejny sukces pary Kurek-Matysik. W rekordowym tempie 11 godzin wchodzą i schodzą na Kaukazie z Elbrusa 5642, by następnie przemieścić się na Ural i zaliczyć Taganai 1176 m. W 2009 roku odnotowaliśmy już wejście na Mont Blanc 4810 m i Grossglockner 3798 m. Zimą 2010 r. wyprawa Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej PTTK Zawiercie do Chile odniosła sukces. Nevado Ojos del Salado 6893 m n.p.m., drugi co do wysokości szczyt Ameryki Południowej, jeden z celów II polskiej andyjskiej wyprawy z 1937 r. został zdobyty. Z pięcioosobowego składu trzy osiągnęły koronę krateru Ojos del Salado, a Wioletta i Leszek Kurkowie po półtoragodzinnej wspinaczce w skalnym terenie osiągnęli jego najwyższy punkt.

Przez te wszystkie lata nigdy nie zapominaliśmy o Tatrach. Członkowie klubu działali w takich jaskiniach tatrzańskich jak Śnieżna, Pod wantą, Wysoka, Za siedmioma progami, Czarna, Zimna, Litworowa, Lodowa w Ciemniaku, Bańdzioch Kominiarski, Szczelina Chochołowska. Przebyto też wiele dróg taternickich m.i. północną ścianę Zamarłej Turni – droga Motyki i tzw. lewych Wrześniaków ( Waldemar Wojtala i Zbigniew Duraj ), filar Koziego Wierchu, filarem Świnicy i jej północno – zachodnią ścianą, Walentkową Granią, grań od Gładkiej Przełęczy do Szpiglasowego Wierchu, północną ścianą Orlej Baszty, drogą Głazków na Buczynową Turniczkę, grzędami Granatów, Żółtą Igłę, na zadni Kościelec, zachodnią granią Cubryny, Czternaście Progów w Tatrach Zachodnich. Wiele z tych przejść odbyło się zimą.

Od kilkunastu lat klub organizuje wyjazdy w różne góry Polski, Słowacji, Czech i Ukrainy w tzw. długie weekendy majowe. Popularne są także górskie wędrówki narciarskie.

W ramach turystyki kajakowej przepłynęliśmy prawie wszystkie większe rzeki ( m.i. Ina, Tywa, Płonia, Rega, Drawa, Obra, Gwda, Ełk, Jegrznia, Piława, Krutynia, Pisa, Wda, Biebrza ) północnej Polski, w sumie ponad 1500 km w kajaku.

Przez całe czterdziestolecie klub prowadził też działalność kulturalno-oświatową organizując prelekcje i wystawy oraz propagując turystykę w prasie.

Obecnie i przez poprzednie lata we władzach klubu zasiadali, Maria Gierzkiewicz, Teresa Krupa, Lesław Romanek, Leszek Kurek i Zbigniew Słota
                                                                                                                                                                                                      Lesław Romanek

Założyciele i pierwsi członkowie
 
 
 
Aktualności
 
 
 
Turcja 2015
Wyprawa samochodowa drogami, a czasem drogami gruntowymi przez Serbię do Turcji i Kurdystanu.
Serbia - tylko najwyższe góry Starej Planiny na granicy Serbsko-Bułgarskiej. Wszyscy wchodzą na MIDZOR 2169 m n.p.m najwyższy szczyt Serbi , niedaleki od Midzora Dupljak  oraz stosunkowo niski ale malowniczy Babin Zub. W następny dzień Leszek  wchodzi na Orlov Kamen a w drodze powrotnej Vrazja Glava.
Ze wszystkich szczytów udało się nawiązać łączność radiową z operatorami w kraju i całej Europie .
Celem wycieczki było zapoznanie się z tureckimi zabytkami Edirne, Istanbuł, Kayseri. Dotarcie do malowniczego rejonu tufów wulkanicznych-Kapadocja. Pomimo skrajnych upałów w tym rejonie odbyło się kilka trekingów pieszych zakończonych brakiem miejsca na nośnikach pamięci fotograficznej.
W ramach aklimatyzacji do dużych wysokości uczestnicy weszli na Wulkan Ercies Dagi, gdzie spędzili kilka godzin oraz przetrenowali chodzenie w rakach w twardym śniegu na zboczach kaldery wulkanu.
Wyprawa ominęła pogranicze Turecko-Syryjskie i udała się w kierunku górnej Mezopotamii - wzdłuż rzeki Eufrat , zwiedzając Arsameie , Nemrut Dagi, Hasankeyf. 
Po około 16 dniach wyprawa dotarła do jeziora Wan. Szczęśliwie w tym czasie w tym rejonie Kurdystanu panował względny spokój. Wzdłuż jeziora leży kila potężnych wulkanów. Co ciekawe jeden z nich Nemrut został przystosowany dla turystów . Można do kaldery (ogromnej)  z licznymi jeziorkami wjechać samochodem. Warto dodać , iż w Turcji czy Kurdystanie  można noclegować prawie wszędzie. Naród ten jest miłośnikiem grilowania  i wypoczynku w plenerze (są do tego przygotowane miejsca) więc turystyczne namioty nie wzbudzają zainteresowania- można natomiast liczyć na gościnność.
 Głównym celem wycieczki było zdobycie biblijnego Araratu 5137m n.p.m. Samo wejście trwało 3 dni . Najtrudniejszy jest trzeci dzień, gdzie zdobywa się wierzchołek( wychodzi się z bazy o 2 w nocy), a następnie schodzi do podnóża wulkanu (około 14 godzin marszu). Wyprawa nie korzystała z pomocy tragarzy .Cały ekwipunek został wniesiony i zniesiony wraz ze sprzętem krótkofalarskim na własnych plecach. Obowiązkowo trzeba mieć przewodnika, który odbiera grupę z campingu i po zejściu rozstaje się z nią również na campingu.
W drodze powrotnej zwiedzano stare kościoły na terenie gdzie kiedyś istniało królestwo Armenii wraz z dawną stolicą Ani. Droga powrotna okazała się nieco kłopotliwa. Kurdowie rozpoczęli zamieszki i cześć dróg została zablokowana przez policje i wojsko.
Powrót odbywał się różnymi drogami i przełęczami gór Pontyjskich, wybrzeże Morza Czarnego okazało sie bardzo gorące i wilgotne. Leszek zdecydował się na wejście na najwyższy szczyt    Gór Pontyjskich - Kackar Dagi 3,937 m n.p.m. Grupa obejrzała również  stolice dawnego Państwa Pontyjskiego-Amasya.
Czasowo wycieczka była dość długa 20 lipiec-15 sierpień 2015r. 
W wyprawie uczestniczyli: Leszek, Wiola i Mikołaj Kurek.
 
 
 
 
Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej na Ślęży

13 maj 2014

Ślęża, wybitna góra stercząca wyniośle z Niziny Śląskiej, nigdy nie była po drodze, podobnie jak Kopa Biskupia w Górach Opawskich. Grupy górskie Sudetów zawsze miały większy priorytet w wyjazdach. W końcu trzeba było zaliczyć i ten szczyt, wznoszący się na wysokość 718 m n.p.m. Mimo niewielkiej wysokości bezwzględnej, masyw ma imponujący wygląd ze względu na znaczną wysokość względną (ponad 500 m). Ślęża należy do Korony Gór Polskich.
Do Sobótki dojechaliśmy autobusem z Wrocławia. Mijając kościół Św.Jakuba udaliśmy się w kierunku szczytu szlakiem czerwonym poprzez piękny las ze sporą ilością starodrzewia w postaci buka, jawora i modrzewia. Jawor był jeszcze w okresie kwitnienia. Na szlaku tylko pojedyncze osoby, śpiew ptaków … Powoli łagodnym podejściem zbliżamy się do szczytu. Po drodze spotykamy rzeźbę kultową „Panna z rybą”. Rzeźba ta przyodziana jest w długą szatę, zaś oburącz trzyma rybę (ze znakiem solarnego krzyża). Ma utrącone głowę i nogi. Została ona znaleziona pod szczytem Ślęży w 1733 r. , była przysypana kamieniami. Ślęża w epoce brązu i początku epoki żelaza (1700-400 l p.n.e.) uchodziła już za świętą górę i odprawiano na niej obrzędy pogańskie, istniał już kult bóstw: Słońca i Księżyca. To właśnie z tego okresu pochodzą relikty starożytnych wałów kultowych, które ogradzały święte miejsca kultu, to tam odprawiano obrzędy, składano ofiary, a dostęp mieli jedynie wtajemniczeni kapłani.
Nieco wyżej napotykamy właśnie fragmenty takich wałów. Niebawem dochodzimy na szczyt gdzie znajduje się schronisko. W 1837 r. powstało pierwsze schronisko Mooshaus. W latach 1851–1852 wybudowano nowy obiekt w stylu szwajcarskim. Na początku XX w. okazało się ono niewystarczające i w latach 1907–1908 powstał istniejący do dziś (później jako hotel Olimp, obecnie Dom Turysty PTTK im. Romana Zmorskiego) obiekt według projektu wrocławskiego architekta Karla Klimma. Budowę sfinansował wrocławski browarnik Georg Haase.
Na szczyci, także telekomunikacyjna stacja przekaźnikowa z masztem o wysokości 136 m, kościół pw. Najświętszej Marii Panny z l. 1851-52 , słabo widoczne ruiny zamku i dwunastometrowa nieczynna wieża widokowa, z której rozciąga się panorama Niziny Śląskiej z pobliskim Jeziorem Mietkowskim i nieco odleglejszym Wrocławiem oraz Sudetów (zwłaszcza Gór Sowich). Poza tym na szczycie, który jest rezerwatem, postawiono nie tak dawno krzyż na postumencie, wcale nie mały. I to mi się nie podoba. Na górze kultu moich słowiańskich przodków krzyż. To obraża moje uczucia pogańskie. Niebieskim szlakiem zeszliśmy do miejscowości Górka, gdzie naszym oczom ukazał się zameczek, który kiedyś był klasztorem Augustianów i po kasacie zakonu w 1810 r. przebudowany, zachowując niektóre elementy pierwotnego kościoła. W pobliżu rośnie sporo pomnikowych drzew, kilka dębów największy – 572 cm w obwodzie, miłorząb dwuklapowy i cyprysik nutkajski.
Dochodzimy do głównej szosy w Sobótce Zachodniej i za trzy minuty mamy autobus do Wrocławia. To trzeba mieć szczęście, zejść w odpowiedniej chwili.
Lesław Romanek. FOTO: Michał Romanek i Lesław Romanek

 
Na Spiszu i Podhalu

W dniach 8-10 lutego 2014 r. odbyła się impreza narciarska zorganizowana przez PTTK Zawiercie. Bazą imprezy były Łapsze Wyżne. Kierownikiem jak zwykle Andrzej Gudyś.

W sobotę po dojeździe do bazy wybraliśmy się na nartach śladowych na Pogórze Spiskie. Z Przełęczy Nad Łapszanką udaliśmy się przez Pusty Wierch, Piłatówkę pod osiedle Pawliki by powrócić do samochodów tą samą trasą. Południowe stoki praktycznie były pozbawione śniegu, ale mimo to wycieczka była bardzo udana. Piękne słońce i wspaniałe widoki na Tatry Bielskie i Wysokie wynagrodziły nam częściowy brak dobrej pokrywy śnieżnej. Wieczór spędziliśmy oglądając zdjęcia z Rajdu Narciarskiego po Jurze oraz film Lesława Romanka z wejścia na najwyższy szczyt półwyspu Peljesac, w Chorwacji, Św. Ilija 961 m n.p.m.
Drugiego dnia podjechaliśmy do ośrodka narciarskiego w Jurgowie, gdzie na nartach zjazdowych ćwiczyły do ostrych zjazdów pod moim okiem Agnieszka i Marta instruowana przez Andrzeja Gudysia. Trzy panie, Olga, Grażyna i Teresa wybrały się na grzbiet piechotą podziwiać widoki, gdyż niedziela okazała wyjątkowo słonecznym dniem. Reszta uczestników samodzielnie walczyła na stoku. Po południu podjechaliśmy na Wierch Poroniec, by zielonym szlakiem udać się na Rusinową Polanę. Na całej trasie nie było śniegu i sama polana położona na wysokości 1200 m n.p.m., również była pozbawiona śniegu. Za to widok na Tatry w zachodzącym powoli słońcu był cudowny. Zwłaszcza Tary Bielskie zyskały w tej poświacie. W rejonie Rysów, Młynarza i Ganku kłębiły się jednak chmury. Po sesji zdjęciowej zeszliśmy na parking, momentami po lodzie przetykanym kamieniami i podjechaliśmy do Bukowiny, gdzie moczyliśmy się w termach ponad 2 godziny. Późną obiadokolację spożyliśmy również w Bukowinie. Wieczorem oglądaliśmy film Lesława Romanka z zeszłorocznej imprezy narciarskiej na Orawie.
W poniedziałek podeszliśmy na nartach śladowych na szczyt Kotelnicy z Białki Tatrzańskiej i udaliśmy się w pełnym słońcu na Wysoki Szczyt, by z niego zjechać do podnóża tras zjazdowych. Zjazdy nie obyły się oczywiście bez emocji, zwłaszcza, że miejscami śnieg niemiłosiernie lepił się do nart. Był to kolejny słoneczny dzień z widokiem na Tatry.
Niestety trzeba było wracać. Jednak trzy dni to trochę mało w górach zwłaszcza przy takiej pogodzie.
Lesław Romanek

 
 
Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej w Chorwacji 
 
Chorwacja – morze i góry w jednym

Zawsze z przyjemnością wracam do Chorwacji. Jest to miejsce gdzie siedząc na plaży za plecami mam góry. W każdej chwili mogę wyjść z wody i popatrzeć na świat z wysokości jakiegoś szczytu. Dalmacja to szczególne miejsce w Chorwacji. Zwykle jest tam słoneczna i bezdeszczowa pogoda, a woda w morzu cieplutka i niezwykle czysta.
Aktualnie siedzę na plaży na wyspie Korczula, nieopodal miasteczka Korczula i patrzę na stały ląd , a konkretnie na Półwysep Peljesac. Przede mną najwyższy szczyt półwyspu Św. Ilija 961 m. n.p.m. Mam zamiar na niego wejść, ale tymczasem zwiedzam i nurkuję.
Na dnie morza obserwuję różnorodne bogactwo podwodnego świata, który intryguje, budzi podziw, stawia znaki zapytania, i często każe się bać. Czasem boję się rękę wyciągnąć w kierunku jakiegoś zwierzątka czy rośliny, aby mnie coś nie „zezarło”.
Nie daleko od brzegu natrafiamy na ośmiornicę. Na nasz widok tylko się napuszyła i nie miała zamiaru się na nas rzucać. Nawet jak Michał zamieszał ręką wodę na jej głową niewiele ją to obeszło. Z całą powagą nas zignorowała. W innym miejscu spory krab, ale tak zakamuflowany, że jakby się nie poruszył, to bym go nie zauważył. Nieco głębiej natrafiamy na rozgwiazdę. Jej ceglasto brązowe ramiona wyraźnie wystają spod niedużej skały. Schodzimy do dna, aby się jej przyjrzeć. Nie robimy na niej żadnego wrażenia. Nie wykonuje żadnego ruchu, nie reaguje na spowodowany przez nas ruch wody przy niej. Dookoła sporo niedużych rybek podobnych do naszych karasi. Płyniemy między nimi, a one nam towarzyszą, nie uciekają, dopóki nie robimy zbyt gwałtownych ruchów. Pojawiają się i duże ryby i średnie. W zasięgu wzroku jest ich czasem nawet kilkadziesiąt. Niektóre mają różne paski w ciemnych barwach, a jeden z gatunków niebieskie kółko po obu bokach. Na dnie zaobserwowaliśmy płaskie ryby leżące na dnie, które zmieniały deseń skóry dostosowując się do tła. Poza tym tu i ówdzie dwa rodzaje jeżowców. Czarne z długimi kolcami i kuliste z krótszymi kolcami o barwie różowo białej.
Gdzieniegdzie z dna wyrastają żółte rurki. Stoją pojedynczo lub w większych koloniach. W innym miejscu napotykamy samotne rurki w szarawych barwach, z których wystaje parasol „parzydełek”. Często dno pokryte jest czymś w rodzaju trawy o zieleni wpadającej w szarość. Czasem z głębokości ok. trzech metrów udaje nam się wydostać średniej wielkości muszle po małżach jakby pokryte szklistą jasno brązową politurą. Podwodny świat codziennie dostarcza nam nowych wrażeń.
Szczyt od czasu do czasu w chmurach lub mgłach. Czekam na odpowiedni moment, aby nic nie zakłóciło mi widoku ze szczytu.
Tymczasem odbywam wycieczki do miasteczka Korczula, zarówno za dnia jak i wieczorową porą.
W starożytności w miejscu obecnego miasta znajdowała się osada iliryjska, którą w późniejszym czasie przejęli greccy koloniści. W I wieku n.e. Korczulę zdobyli Rzymianie, a po upadku Cesarstwa w VII wieku wyspę zajęli Słowianie i Chorwaci, którzy założyli własne państwo.
W X wieku Korczula dostała się pod panowanie dominującej w regionie Republiki Weneckiej, pod której panowaniem pozostawała aż do 1797 roku. To właśnie z tego okresu pochodzi najwięcej zabytkowych budowli miasta.
Najstarsza cześć Korczuli otoczona jest średniowiecznymi murami obronnymi z licznymi półkolistymi basztami. Miasto zaplanowane zostało w ten sposób, że wyglądem z góry przypomina szkielet ryby. Taki układ ulic powoduje, że owiewane są one ciepłymi wiatrami jugo odgradzając się jednocześnie od chłodnej bory.
Jednym z najcenniejszych zabytków miasta jest wybudowana w XV wieku w miejscu starego kościoła Katedra św. Marka. W XVI w. przy katedrze wzniesiono kaplicę św. Rocha, która miała chronić mieszkańców przed epidemiami dżumy, które w tym okresie nękały miasto. Obok katedry znajduje się budynek, w którym urodził się rzekomo słynny wenecki kupiec i podróżnik Marco Polo (do dziś nie zachowały się jednoznaczne zapiski gdzie tak na prawdę urodził się ten słynny podróżnik).
Pozostałe zabytki miasta, jakie warto zobaczyć odwiedzając Korczulę to m in. Pałac Biskupi, XVI wieczny budynek Ratusza, XI wieczny (przebudowany w XVI wieku) kościół św. Piotra, XVI wieczną loggię, Klasztor Wszystkich Świętych oraz górującą nad Starym Miastem wzniesioną przez anglików w XVIII wieku Twierdzę św. Błażeja (sv. Vlaha).
Dłużej już nie mogę czekać na odpowiednie warunki. Pojutrze wyjeżdżamy, więc jutro muszę wejść na szczyt. Niestety samotnie.
Na szczęście od samego rana bezchmurna pogoda. Lecimy na prom do Obericia. W dalekiej przeszłości miasto nazywało się Trstenica, a nową nazwę otrzymało dopiero w XVI w. na cześć znanej rodziny kapitanów żeglugi - Orebiciów. W 1516 r. rodzina zleciła budowę zamku, który dał początek miastu. Od tego momentu Orebić stanowił centrum żeglugi morskiej. Większość kapitanów Republiki Dubrownickiej pochodziło właśnie stąd.
Od kościoła w centrum miasta udajemy się do Klasztoru Franciszkanów przez piniowy las. Już od klasztoru widok jest imponujący. Widać wszystkie wyspy, wysepki i pomniejsze skały. Obok klasztoru stary cmentarz.
Nad klasztorem już wcześniej wypatrzyłem piarżysty żleb w dolnym odcinku zadrzewiony. Właśnie nim mam zamiar podejść na grań, przynajmniej jakiś czas pójdę w cieniu.
Im wyżej tym widok robi się rozleglejszy. Miejscami krzewy robią się za gęste i coraz częściej poruszam się po skałach, gdzie dość szybko zdobywam wysokość. Michał z dołu wypatruje mnie przez teleobiektyw. Czuję się zupełnie bezpieczny. Czasem tylko jaszczurki wygrzewające się na skałach uciekają przede mną.
Opuszczam skały i wchodzę na piargi, zadrzewienie się skończyło. Idę trochę wolniej, kamienie osuwają mi się spod nóg.
Powoli wychodzę na grań. Za granią kotlinka z wieloma uschniętymi drzewami i krzewami. W trawie sporo odchodów zwierzęcych. Gdzieniegdzie niespodzianka, kwitną ziemowity.
Wchodzę na następną grań i jeden ze szczytów oddzielonych przełęczą. Miałem nadzieję, że to właśnie główny szczyt. Niestety na górze okazało się, że Św. Ilija jest w następnej grani, za kolejną dolinką. Schodzę na dół i przez las podchodzę pod zbocze głównego szczytu. Natrafiam na szlak i idę nim jakiś czas dopóki nie dochodzę do wniosku, że w tym kierunku szlak schodzi do Orebicia. Zawracam, ale nie widzę sensu, aby kontynuować wejście na szczyt szlakiem, gdyż prowadzi on dość okrężnie. W odpowiednim miejscu wspinam się wprost do góry, w niezbyt trudnym terenie skalnym, na grań by nią dostać się szybciej na główny wierzchołek. Wspinaczka jest niezbyt trudna, ale bardzo widokowa. Widok na Korczulę jest imponujący. Odsłaniają się zatoczki, o których wcześniej nie miałem pojęcia.
Po półgodzinie jestem na grani. Po chwili spotykam Anglików, którzy dziwią się, że przychodzę akurat z tej strony, gdzie jest w zasadzie urwisko. Robię im zdjęcie i idę już prosto na główny szczyt. Na wierzchołku kilka osób mówiących po angielsku i niemiecku. Widok zapiera dech w każdym kierunku. Widać pasmo Biokovo na stałym lądzie i ujście Neretwy. Wszystkie wyspy, te duże jak Hvar, Brać, Korczula, Vis i te mniejsze i całkiem malutkie. Robię zdjęcia i kilka ujęć kamerą. Rozmawiam ze szczytu z Michałem i postanawiam zejść szlakiem do Obericia. Syn będzie na mnie czekał koło promu.
Szybko schodzę na dół, by poprzez podszczytową dolinkę, w której już byłem w czasie podejścia dojść do miejsca ską zawróciłem ze szlaku. Tym razem spotykam wolno chodzące w cieniu pinii konie. Szlakiem pod skałami schodzę niżej w stronę Orebicia. Niestety szlak nie schodzi do najbliższego wąwozu, ale obchodzi kolejną bańbułę, by po jej południowym zboczu, okrężną drogą sprowadzić mnie do miasteczka. Michał zgodnie z ustaleniami czeka na mnie koło przystani. Jestem spragniony, miałem tylko pół butelki wody i duże chłodne piwo sprawia mi niesamowitą przyjemność. Z promu spoglądam jeszcze na cały masyw, analizuję drogę podejścia i zejścia. Jeszcze jeden szczyt zaliczony. Szkoda tylko, że samotnie. Teresa niestety nie mogła mi towarzyszyć jak w zeszłym roku w paśmie Biokovo, gdyż jej złamana w sierpniu noga, jeszcze nie wróciła do pełnej sprawności, a Michał od wycieczki w Góry Sowie też cierpi na jakiś defekt w stopie i nie pisze się na dłuższe wycieczki w trudniejszym terenie, zwłaszcza bez szlaku. A ja niestety, nieodrodny „uczeń” Andrzeja Stróżeckiego bardzo lubię poszwędać się i powspinać bez szlaku.
Lesław Romanek

Zdjęcia Lesław i Michał Romanek
FOTO Korczula
 
 

Krótka wycieczka w Tatry 9 - 12. sierpień 2013

 

Na bazę wybraliśmy obozowisko Polskiego Związku Alpinizmu na Polanie Rogoźniczańskiej. Zawsze panuje tam spokój, rodzinna atmosfera i z reguły nie ma tłoku. Niestety zaraz po prybyciu pojawiły się pierwsze opady, a w nocy praktycznie cały czas trwały burze. Rano 11 sierpnia już nie padało i przebłyskiwało słońce, więc wyruszyliśmy przez Dolinę Kościeliską na Halę Ornak . O 10.00 byliśmy przy schronisku. Już niestety wszystkie szczyty były w chmurach, mgle i nie wróżyło to poprawy pogody. Mimo to, udaliśmy się w Dolinę Tomanową by po pn. - zach.  zboczach Ciemniaka dostać się na Chudą  Przełączkę 1851 mn.p.m. Niestety na przełączce praktycznie nie było dobrej widoczności, Czerwone Wierchy tonęły w chmurach, Kocioł Mułowy niewidoczny. Mgła zaczęła moczyć. W tej sytuacji zaczęliśmy schodzić przez Piec, Adamicę do Doliny Kościeliśkiej. Wieczór spędziliśmy na Antałówce regenerując mięśnie nóg. 
W nocy mgły ustąpiły, a niebo się wygwieździło. Niedziela stanęła w pełnym słońcu i z widocznością na wiele kilometrów. Przez Dolinę Jaworzynki udaliśmy się na Halę Gąsienicową. Tłok na szlaku przeszedł nasze wszelkie oczekiwania. Hala Gąsienicowa pokazała się w całej krasie. Otaczające szczyty w pełnym słońcu. Na zboczach słońce odbijało się od spływającej wody. Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym niemożebny tłum w większości młodych ludzi. Na tym postanowiliśmy zakończyć wycieczkę i powrócić kiedyś przed albo po sezonie. Zeszliśmy przez Skupniów Upłaz. 
Wieczory spędzaliśmy na rozmowach z Ewą Liberą, instruktorką PZA i PZN, speleolożką i alpinistką oraz polarniczką. Z zaciekawieniem obejrzeliśmy serię zdjęć z jej ostatniej wyprawy na Antarktydę. Poza tym mieliśmy okazję przebywać w towarzystwie wypoczywającego na polanie Krzysztofa Zdzitowieckiego „Pomurnika”.

Lesław Romanek

Foto: Lesław i Michał Romanek

Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej na Gerlachu 2655 m n.p.m.
W lipcu 2013 przy dobrej pogodzie członkowie Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej wybrali się naSłowację by wejść na Gerlach, najwyższy szczyt Tatr i całych Karpat. Na szczycie stanęli Wiola, Mikołaj i Leszek Kurek. Ze szczytu nawiązano łaczności krótkofalarskie
lLesław Romanek
 
Sierpniowa wycieczka w kieleckie
W dniach 28 – 30 sierpnia 2011 Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej zorganizował wycieczkę w rejon Kielc. Bazą wyprawy był camping przy torze wyścigowym.

Na dojeździe w rejon działania zwiedzono Jędrzejów, Nagłowice, zamek Morksko - ruiny późnogotyckiego zamku wzniesionego w latach 1519-1526 przez marszałka wielkiego koronnego Piotra Kmitę. Zamek był rozbudowywany pod koniec XVI i w XVII wieku. W XVIII w. popadł w ruinę. Zbudowany był na planie zbliżonym do prostokąta. W jego zachodniej części znajdował się budynek mieszkalny o czterech kondygnacjach oraz 300 m² powierzchni. Na najwyższej kondygnacji znajdowały się prawdopodobnie sale reprezentacyjne. W południowej części zamku ulokowana była wieża bramna. Dziedziniec otoczony był murem obronnym z gankiem straży ze strzelnicami i miał powierzchnię ok. 750 m². Zamek otoczony był fosą.
Następnym obiektem była fortalicja Sobkowskich nad Nidą. Fortalicja sobkowska, wzniesiona została na lewym brzegu rzeki w latach 1560-1570 przez Stanisława Sobka. Mury obwodowe mają kształt nieregularnego prostokąta z basztami na narożach. W obrębie murów znajduje się obszerny majdan, pośrodku którego ulokowany był pierwotny zamek Sobkowskich. Do murów przylegają zabudowania gospodarcze. Najlepiej zachowało się południowo-wschodnie skrzydło, gdzie znajduje się brama wjazdowa. Pierwotny zamek zastąpiony został przez wczesnoklasycystyczny pałac Szaniawskich. Powstał on w 1767 r. według projektu Francesco Placidiego. Obecnie znajduje się w stanie ruiny. Zachowała się zwrócona w stronę rzeki fasada główna, z czterema jońskimi kolumnami. Południowo-wschodnia elewacja boczna pochodzi z ok. 1800 r. Posiada ona ryzalit zwieńczony półkolistym tympanonem. Wypełniony on jest kartuszem stiukowym z rogami obfitości i girlandami. Znajdują się w nim również litery krajczego koronnego Stanisława Szaniawskiego oraz jego żony Anny z Kluszewskich.
Budowa obwodnic wokół Kielc spowodowała, ze na camping dotarliśmy dopiero po zmroku. Następnego dnia wyruszyliśmy do Św. Katarzyny odwiedzając po drodze Ciekoty, muzeum Stefana Żeromskiego, by wspiąć się na Łysicę 612 m n.p.m. najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich. Po dojściu do kaplicy Św. Mikołaja wróciliśmy tą samą drogą.
Popołunie przeznaczyliśmy na zwiedzanie Bodzentyna i Daleszyc.
Bodzentyn, niewielkie miasteczko bogate w zabytki bardzo nam się spodobało. Z najważniejszych można wymienić:
- Kościół parafialny Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława Biskupa, gotycki z lat 1440-1452 , ołtarz z katedry na Wawelu z 1 poł. XVI w.
- Ruiny zamku wzniesionego w XIV w. przez Floriana z Mokrska i przebudowanego w XIV w.
- Kościół św. Ducha z XVII w. Murowana budowla powstała na miejscu drewnianej świątyni z XV w. Do jej południowej ściany przylegał budynek szpitala. Kościół uległ zniszczeniu w czasie pożaru w 1917 r.. Kościół został odbudowany i 23.05.2010 r. odbyło się poświęcenie świątyni. Przy ruinach rosną lipy – pomniki przyrody.
- zagroda Czernikiewiczów z 1809 – oddział Muzeum Wsi Kieleckiej ze zbiorami etnograficznymi,
- Układ architektoniczny, typowy dla średniowiecznych miast, o regularnym planie z dwoma rynkami i pozostałościami dawnych obwarowań miejskich z XIV wieku
- Kamienice i domy tzw. z przejezdnymi sieniami z XVIII i XIX w.,
- Cmentarz parafialny z symboliczną mogiłą powstańców styczniowych, ufundowaną w 1917 przez gminę oraz Koło Macierzy Szkolnej. Na cmentarzu znajduje się także zbiorowa mogiła i pomnik 39 osób rozstrzelanych 1 czerwca 1943.
ruiny murów obronnych, cmentarz wojenny z I wojny światowej, cmentarz żydowski.
Ruiny bodzentyńskiego zamku położone są na stromym brzegu rzeki Psarki. Od początku swoich dziejów zamek był często rozbudowywany przez kolejnych właścicieli - biskupów krakowskich, do dziś jednak widoczne są jeszcze mury pierwotnej budowli średniowiecznej. Kiedyś zamek był wielką rezydencją na którą składał się też ogród włoski rozciągający się do terenu pobliskiego kościoła, zwierzyniec oraz kilkanaście budynków gospodarczych na przedzamczu w tym: piekarnia, rzeźnia, stodoły, wozownia, magazyny a także drewniany dwór, zamieszkiwany przez właścicieli podczas licznych przebudów i remontów zamku.
W czasach największej świetności sam zamek składał się z trzech skrzydeł z dziedzińcem w środku, posiadał też jedną narożną wieżę wykorzystywaną jako więzienie. Całość była otoczona murem. Obecnie zachowały się wysokie ściany z otworami okiennym, (niektóre z obramowaniami na których widać herby Ślepowron i Nałęcz) oraz XVII-wieczny portal wykonany z czerwonego piaskowca. Przed portalem leża szczątki kamiennego mostu. W dole rzeka Psarka tworzy kilka niewielkich rozlewisk zwanych sadzawkami, prowadzi tam ścieżka oraz drewniane mostki, co również warto zobaczyć.
Daleszyce z bogatą tradycją walk partyzanckich z Niemcami niestety pod względem zabytków bardzo nas rozczarowały.
Trzeci dzień przeznaczyliśmy na rezerwaty przyrody – Góra Zelejowa z Jaskinią Piekło, Góra Miedzianka z kilkoma jaskiniami i Milechowy z Jaskinią Piekło Milechowy.
W dniu powrotu do Zawiercia odwiedziliśmy Chęciny i górujący nad miasteczkiem zamek królewski z przełomu XIII i XIV wieku.

Lesław Romanek
Galeria zdjęć.
 
Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej w Jaskini Brzozowej
 
Jaskinia Brzozowa jest jedną z kilku jaskiń na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, stale zamkniętych w celu ochrony szaty naciekowej i namulisk bogatych w kości zwierząt prehistorycznych. Speleologom udostępniana jest tylko dwa razy w roku.
Lej wejściowy jaskini znany był od dawna miejscowej ludności. Jak to zwykle bywa wykorzystywany był przez okolicznych mieszkańców jako śmietnik, gdzie wrzucano kamienie i padlinę. W latach 70-tych i w 1995 roku podjęto próbę jego eksploracji (odpowiednio M. Czepiel, KKS i Speleo Trek) jednak bez rezultatów. Od 12 września 1999 eksplorację prowadził HKTJ Brzeszcze. 19 września natrafiono na pierwszą próżnię krasową i nadano jaskini nazwę. 25-6 września udało się przedostać do właściwej części jaskini i odkryć większość głównych ciągów. 16-17 października odkryto Pętlę Zira, 14 listopada Korytarz dla Pawła, 21 listopada Salę Blokersów (rejon Korytarza Zawaliskowego) i 9 stycznia 2000 Korytarz Zamkowy. Ostatnim etapem była wspinaczka w Emilowym Kominie w Sali HKTJ 5-6 sierpnia 2000. Istnieją dalsze możliwości esploracyjne.
W jesiennym wejściu do jaskini uczestniczyli Maryla Gierzkiewicz, Lena Kurek, Wioletta Kurek, Mikołaj Kurek i Leszek Kurek.
Foto:Wioletta i LeszeK Kurkowie
lr
 
XLIV Rajd Narciarski po Jurze
Rajd odbył się w dniach 11 - 15 stycznia 2012 r. w południowej części Wyżyny Krakowsko - Częstochowskiej. Bazą było schronisko szkolne w Łazach nieopodal Doliny Będkowskiej. Uczestniczyło w nim ponad 50 osób z całej Polski.
Niestety, z Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej uczestniczyły w nim tylko 2 osoby, niżej podpisany i Zbigniew Słota. Część chętnych zniechęcił brak śniegu. Jednak wielu narciarzy, którzy dotarli do Łaz przybyło z nartami, wierząc, że śnieg w końcu spadnie i nie zawiedli się. W piątek zaczęły się gwałtowne śnieżyce i w sobotę odbyliśmy już wycieczkę nanartach - przez Dolinę Będkowską - Czarcie Wrota - Będkowice - Dolinę Kobylańską i powtórnie Dolinę Będkowską dotarliśmy do schroniska w Łazach. W niedzielę warunki narciarskie się  jeszcze polepszyły i z Łaz wyruszyliśmy w stronę Jaskini Wierzchowskiej, zielonym szlakiem przez Kawiory, następnie przez Bębło, by drugie śniadanie spożyć u wejścia do Jaskini Wierzchowskiej Górnej. Powróciliśmy do Łaz szlakiem czerwonym rowerowym do Doliny Będkowskiej i dalej bez szlaku bocznym jarem dotarliśmy do Łaz. 
Ponadto uczestnicy rajdu zwiedzili okolice Szklar, Paczółtowic ze starym drewnianym kościołem z 1510 r., Racławic z kościołem z 1511 r., część Ojcowskiego Parku Narodowego -Dolinę Sąspowską, Wąwóz Ciasne Skałki oraz muzeum w Ojcowie. Ponadto zwiedzono Jaskinię NIetoperzową. Wieczorami oglądano zdjęcia z poprzednich i tegorocznych imprez narciarskich. Bardzo podobał się film zrealizowany przez Leszka Kurka podczas wyprawy Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej na Słowację Wschodnią. Imprezę zakończył tradycyjnie wieczór przy granym winie.
Lesław Romanek
 
 

Wyprawy zagraniczne-lista wypraw

1 . 1979 Kras Słowacki - speleo

2 . 1984 Fogarasze, Bucegi – Karpaty, Rumunia

3 . 1985 Masyw Mont Blanc, Dolomity - Francja, Włochy

4 . 1986 Pireneje, Hiszpania

5 . 1991 Krym

6 . 1992 Leningrad, Estonia, Łotwa

7 . 1993 Gruzja, Armenia, Azerbejdżan

8 . 1994 Wysokie Taury, Dolomity – Austria, Włochy

9 . 1995 Atlas Wysoki – Maroko; Wulkan Erciyes Dagi – Turcja

10. 1996 Wschodnia Turcja

11. 1997 Apeniny, Sycylia - wulkan Etna

12. 1998 Korsyka, Sardynia

13. 1999 Turcja, Syria, Jordania

14. 2005 Iran - Demawend
 
15. 2007 Elbrus - Kaukaz
 
16. 2009 Mont Blanc i Grosglockner
 
17. 2010 Chile - Ojos del Salado; Wyspa Wielkanocna;  południe Chile; Ziemia Ognista
 
18. 2010 Grecja wyspa Thassos
 


O wyprawach słów kilka

Alpejska przygoda 2009

Członkowie Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej PTTK Zawiercie zorganizowali wyjazd w Alpy, który zakończył się podwójnym sukcesem. Wioletta Kurek i Leszek Kurek stanęli na najwyższym szczycie Austrii oraz na „dachu Europy”.
W celu zdobycia aklimatyzacji pojechali najpierw w Wysokie Taury, oczywiście pod Grossglockner, drugi co do wybitności szczyt Alp, który zawierciański klub odwiedzał już kolejny raz. Pierwszego polskiego wejście na szczyt dokonał Ludwik Chałubiński z przewodnikami w 1884 lub 1885 roku.
Podejście rozpoczęli od hotelu Lucknerhaus. Wyszli o 5.30 by dobrą gruntową drogą by dojść do schroniska Stüdl na wysokości 2802 m n.p.m.. Następnie przez lodowiec Kodnitz - gdzie trasa przecina po przekątnej regularny kocioł z lodowcem i wchodzi na grań ograniczającą go od wschodu. Grań ta wyprowadziła naszych alpinistów na plateau Adlersruhe, gdzie znajduje się schronisko Erzherzog-Johann. Wysokość 3282m n.p.m. Od wyjścia minęło ok. 6 godzin. Większość ludzi nocuje w tym schronisku i dopiero następnego dnia atakuje szczyt. Zawiercianie postanowili spróbować jeszcze tego samego dnia, jako że pogoda była dobra, a i pora w miarę wczesna. Udali się dalej przez śnieżne plato omijając część grani by następnie wejść w nią już w dość stromym odcinku. Wykorzystując własny sprzęt i gotowe na grani punkty asekuracyjne w dobrym tempie osiągnęli Kleine Glockner 3770 m m.n.p.. Potem najbardziej emocjonujący odcinek, zejście z wierzchołka Kleine Glockner na przełączkę
Glocknerscharte, z której na północ spada słynna Rynna Pallaviciniego, klasyczna droga zimowa na Grossglockner. Tu ekspozycja naprawdę jest imponująca. Z przełączki sprawnie pokonali ze 200 metrów eksponowanej grani i wreszcie szczyt, 3798 m n.p.m. Szybkie robienie zdjęć, bo zaczynają napływać chmury i na dół. W trakcie zejścia zaczął już padać śnieg, by niżej przejść w deszcz. Jednak na szczyt podchodzili jeszcze kolejni zdobywcy. O 19.30 byli już przy samochodzie bezpieczni. Pogoda zepsuła się na dobre. Jeszcze w trakcie zejścia kilkakrotnie na szczyt latał śmigłowiec. Niezłe austriackie ubezpieczenie podobno pozwala z niego korzystać. Być może pogoda zaskoczyła sporo osób w górze.
Stwierdziwszy, że są w dobrej kondycji postanowili zaatakować Mont Blanc 4810 m n.p.m. Pozwiedzali Szwajcarię, przejeżdżając m.i. przez przełęcz Furka, która jest jedną z najwyżej położonych alpejskich przełęczy dostępnych samochodem - leży na wysokości 2436 m.n.p.m. Słynie z pięknych widoków i lawin. Za trzy dni byli w Chamonix. Mięśnie przez ten czas wypoczęły. Pogoda była dobra więc ruszyli do góry. Kolejką linową z les Houches, a następnie wagonikiem szynowym wydostali się na wysokość 2372 m n.p.m. Dalej pozostały własne nogi. Czuli się dobrze. Dość swobodnie zdobywali wysokość. Bagaż ograniczyli do minimum zakładając, że dobra pogoda się utrzyma. Przeszli przez lodowiec Tete Rousse i kuluar spadający z grani Goûter, by skalną grzędą wspiąć się do schroniska pod Aiguille du Goûter 3863 m n.p.m. Tu zjedli ugotowany posiłek i ruszyli dalej z lotną asekuracją przez Dôme du Goûter 4304 m n.p.m. do schronu Vallot na wysokości 4362m n.p.m. Na miejscu byli o 16.00. Spędzili miły wieczór podziwiając zachód słońca. Mimo pokonanej dużej różnicy wysokości czuli się dobrze. Postąpili inaczej niż większość ludzi, którzy zwykle nocują w schronisku lub na grani Goûter, by stamtąd ruszyć na szczyt w środku nocy. Wstali o 5.30 i ruszyli w stronę szczytu. Towarzyszył im polski ksiądz. Przydało się wcześniejsze wejście na Grossglockner, teraz dobrze im się szło. Sprawnie pokonali grań Bosses i o 9.00 byli na szczycie. Nie zawiedli się na pogodzie. Wytrzymała i pozwoliła jeszcze tego samego dnia zejść na dół. Kolejka szynowa nie była w stanie, na raz zabrać wszystkich chętnych. Dobra pogoda przyciągnęła zbyt wielu turystów.
Był to kolejny sukces członków Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej.
Lesław Romanek

Nevado Ojos del Salado zdobyty - 2010 r.

Wyprawa Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej PTTK Zawiercie do Chile odniosła sukces. Nevado Ojos del Salado 6893 m n.p.m., drugi co do wysokości szczyt Ameryki Południowej, jeden z celów II polskiej andyjskiej wyprawy z 1937 r. został zdobyty. Z pięcioosobowego składu trzy osiągnęły koronę krateru Ojos del Salado, a Wioletta i Leszek Kurkowie po półtoragodzinnej wspinaczce w skalnym terenie osiągnęli jego najwyższy punkt.

W wyprawie wzięli udział: Wioletta i Leszek Kurkowie, Anna Godawska - Matysik, Bartek Matysik i Michał Domagała. Członkowie wyjazdu dotarli do Ameryki Południowej w dwóch grupach i w różnym czasie.
Wioletta i Leszek Kurkowie polecieli do Santiago de Chile przez Londyn i Miami. Na Florydzie zrobili sobie trzy dni przerwy, aby coś niecoś zobaczyć. Z Santiago de Chile polecieli na Wyspę Wielkanocną. Anna Matysik , Bartek Matysik i Michał Domagała przylecieli do Santiago z Warszawy przez Paryż.
Kurkowie przez trzy dni zwiedzali wyspę Wielkanocną, krócej się nie da, bo połączenie lotnicze jest co trzy dni. Wyspa 20 km na 15 km, zaanektowana przez Chile w 1886 r. kulturowo z nim nie związana, jest bardzo malownicza, bogata w przecudne plenery. Posiada tylko jedną drogę asfaltową. Nie ma tam wielkich miast i galerii sklepowych. Odwiedza ją rocznie tylko 1500 turystów. Duża część wyspy to parki narodowe.
 Poza odpoczynkiem na plaży Kurkowie weszli na dwa wulkany – Maunga Terevaka 511 m n.p.m. pokryty eukaliptusowym lasem i Poike 410 m n.p.m. Samochodem natomiast wyjechali na wulkan Rano Kau 324 m n.p.m. i zwiedzili także kamieniołom pod wulkanem Rano Raraku, gdzie wykuwano słynne posągi. Na wyspie znajduje się ok. tysiąca posągów. Z tej liczby tylko pięćdziesiąt jest stojących. Poza tym na wyspie można zobaczyć jeszcze petroglify. Kupuje się tylko jeden bilet i można zwiedzać wszystkie obiekty.
W Santiago druga część wyprawy już czekała. Byli dwa dni wcześniej. W międzyczasie zrobili sobie aklimatyzacyjną wycieczkę w pobliskie góry. Już razem wyruszyli na północ na pustynię Atacama. San Pedro de Atacama – malownicze miasteczko otoczone górami w centralnej części pustyni. Dalej objazd drogami terenowymi w kierunku granicy z Boliwią. Spacer po El Tatio - polu termalnym z gejzerami na wysokości 4300 m n.p.m. Można zażyć kąpieli w gorących źródłach, ale trzeba uważać, aby się nie poparzyć. W pobliżu wulkan z najwyżej położonym jeziorem w kraterze – Lincancabur 5916 m n.pm. i solniska Salar de Atacama. Następnie powrót na południe przez Antofogastę i 200-kilometrowa jazda gruntową drogą pod Ojos del Salado. Wcześniej trzeba było załatwić dwa pozwolenia – jedno na pobyt w strefie przygranicznej i drugie z biura turystycznego na działanie w rejonie szczytu – 160 dolarów od osoby. Po drodze jest punkt kontrolny, gdzie sprawdzają, czy ma się wystarczający zapas paliwa, wody do picia i żywności. W tym rejonie jest kilka klas dróg gruntowych i nie każdy samochód może je pokonać. Okolica obfituje w słone jeziora i gorące źródła. Krajobrazy gór pustynnych mogą zadowolić każdego fotografa. Teren jest turystycznie otwarty, a jedyny problem to zaopatrzenie w wodę słodką. Rejon Ojos del Salado to jeden z najsuchszych obszarów na ziemi. Nie padało tam podobno od 400 lat. Można korzystać ze śniegu, ale pokazuje się on dopiero na wysokości 5500 m. Wbrew pozorom klimat taki ma i swoje dobre strony podczas działania w górach. Nie ma załamań pogody i cały czas jest dobra widoczność.
Po odpoczynku nad Laguna Verde ruszyli samochodem już pod sam szczyt. Dojeżdża się do bazy turystycznej na wysokości 5200 m n.p.m. W bazie są obecni pracownicy, którzy udzielają informacji i w razie potrzeby pomocy. W końcu do najbliższej stacji benzynowej i szpitala jest ok. 300 km. Aby dojechać do bazy trzeba naprawdę wynająć dobry samochód. Nie wszystkie marki są w stanie podołać kamienistej górskiej drodze. Swój samochód niestety czasami musieli pchać, co na wysokości 5 tys. m nie jest zbyt przyjemne.
Dobry samochód terenowy jest w stanie dojechać na 5900 m, gdzie znajduje się jakby baza wysunięta w postaci kontenera bez obsługi.
Niestety nie dysponując super terenowcem wyruszyli o trzeciej nad ranem pieszo. O poranku byli w bazie wysuniętej. Wszyscy mieli dobre samopoczucie i po krótkim odpoczynku wkroczyli na piargi. Do 6500 m n.p.m. wszystko szło dobrze. Później wysokość zaczęła robić swoje i ekipa zaczęła się rozdzielać na podejściu. Ostatecznie do głównego krateru doszli Wioletta Kurek, Leszek Kurek i Bartek Matysik. Pozostałych niestety pokonała wysokość i musieli się wycofać. Ci co wcześniej przygotowywali się wytrzymałościowo do wyprawy osiągnęli krater. Dalej na najwyższy punkt krateru wyruszyli już tylko Kurkowie. Osiągnęli go po półtoragodzinnej wspinaczce w skalnym terenie. Nie było łatwo, ale szczyt został zdobyty. Teraz tylko trzeba było szybko zejść do bazy. Z 5900 m udało im się zjechać samochodem terenowym z innymi ludźmi. Po 12 godzinach od wyjścia byli w bazie, a obsługa witała ich gorącą herbatą.
Po dniu odpoczynku, zwiedzając okolicę wyruszyli w stronę Santiago. Nie obyło się to bez przygód. W czasie przejazdu stracili reflektor, jedno koło i przednią szybę, w którą uderzył kamień. Przejechali w poprzek góry Cordillera Domeyko i odwiedzili Pueblo Domeyko.
Kolejny odpoczynek wypadł na wybrzeżu Pacyfiku. Chłodna woda jednak nie sprzyjała kąpielom. W Santiago wyprawa rozdzieliła się. Matysikowie i Michał Domagała mieli wcześniej powrotny samolot. Postanowili przejechać do Argentyny, aby rzucić okiem na Aconcaquę- najwyższy szczyt Ameryki Południowej. Kurkowie natomiast postanowili udać się do Patagonii i dotrzeć aż do Ziemi Ognistej. Po drodze, jadąc przez góry odwiedzili lodowiec Perito Moreno w Argentynie. Niestety, aby dotrzeć do miejscowości Chaiten w Chile trzeba było przejechać przez kawałek Argentyny. Miasto w 2008 r. zostało spustoszone przez lawinę błotną, która zeszła z pobliskiego wulkanu. Cały rejon jest bardzo ciekawy. Deszczowe lasy strefy umiarkowanej, liczne jeziora i mokradła. Na samym południu Chile dotarli do miejscowości Puerto Natales. Zwiedzili Park Narodowy Torres del Paine. W parku można zobaczyć malownicze skalne wieże, jeziora i lodowce. Nie ma problemów z poruszaniem się. Są wyznaczone szlaki turystyczne. Tam też pierwszy raz w życiu zobaczyli pingwiny w naturalnym środowisku. Były widoczne różne odmiany lam, całe mnóstwo oryginalnych ptaków, także kondory oraz borsuki. Rejon ten jest nieskażony przemysłem. Jedyny problem to pogoda. Dużo deszczu, zachmurzenie i wiatr zwalający z nóg.
Wreszcie Punta Arenas nad Cieśniną Magellana. W mieście zaopatrują się wszystkie wyprawy antarktyczne. Cieśniną przepływają duże statki skracające drogę, omijając przylądek Horn. W centrum pomnik wielkiego żeglarza. Aby postawić stopy na Ziemi Ognistej przepłynęli promem na Isla Grande de Tierra del Fuego.
W drodze powrotnej przez Argentynę postanowili jeszcze wejść na wulkan Lanin 3728m n.p.m., ale tu spotkała ich niespodzianka. Nie zezwolono im na wejście z powodu braku kasków. Wypożyczalnie sprzętu tylko w większych miasteczkach. Nie było sensu dokładać kilometrów.
Do kraju wrócili z Santiago de Chile przez Miami i Londyn.
Poza wyprawą do Syrii i Jordanii była to najdalsza wyprawa zawierciańskiego Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej.
Lesław Romanek
Foto: Wioletta Kurek, Leszek Kurek, Bartek Matysik

Na greckiej wyspie

We wrześniu przebywaliśmy z synem na greckiej wyspie Thassos położonej na morzu Trackim tuż u wybrzeży Gecji.
Z punktu widzenia członka Klubu Alpinizmu i Turystki Górskiej, który ceni sobie bytność w bezpośredniej bliskości gór, wyspa posiada szereg zalet. Pierwszą z nich jest to, że jest tam przepiękny łańcuch górski Ipsarion z najwyższym szczytem Mont Psario 1206 m.n.p.m. Druga zaleta to wspaniałe marmurowe klify, na których mając ze sobą odrobinę sprzętu można odbyć wspaniałe, niedługie wspinaczki połączone z kąpielą w ciepłym morzu. Kolejną zaletą jest miejscowy klimat, który pozwala nie przejmować się pogodą. Góry są stosunkowo dzikie i poruszając się po nich należy raczej wybierać istniejące ścieżki i nie próbować przedzierać się na dziko, gdyż grzędy schodzące z głównej grani w stronę morza są gęsto zarośnięte, także nieco kolczastą roślinnością i przedzieranie, często na czworakach, pod gałęziami krzewów zajmuje sporo czasu i wysiłku. Wyznakowanych szlaków prawie nie ma.
Na całej wyspie nie brakuje uroczych zatoczek , w których można pływać i wspinać się w kompletnym odosobnieniu.
Jest też sporo zabytków – kościołów, monasterów, ruin i uroczych wiosek, w których można znaleźć ochłodę w zacienionych platanami restauracyjkach.

Leław Romanek
Foto: Lesław Romanek i Michał Romanek


 Galerie z wypraw zagranicznych

   Grossglockner 2009

   Mont Blanc 2009

   Grecja wyspa Thassos

   2010 Chile - Ojos del Salado; Wyspa Wielkanocna;  południe Chile; Ziemia Ognista

    - Wyspa Wielkanocna


Spływy kajakowe - lista spływów

Spływy kajakowe organizowane przez Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej PTTK Zawiercie

1. 1991 Pętla Szczeciniecka 70 km

2. 1992 Rzeka Obra 180 km

3. 1993 Rzeka Ełk, Biebrza, Jegrznia, Lega 122,5 km

4. 1994 Rzeka Brda 146 km

5. 1995 Rzeka Krutynia 109 km

6. 1996 Rzeka Ina 121 km

7. 1997 Rzeka Drawa

8. 1998 Rzeka Rega

9. 1999 Rzeka Płonia

10. 2000 Rzeka Gwda

11. 2001 Rzeka Tywa

12. 2002 Rzeka Drawa

13. 2003 Rzeka Piława 70 km

14. 2004 Rzeka Pisa 80 km

15. 2009 Rzeka Wda

16. 2010 Rzeka Wierzyca

17. 2011 Rzeka Czarna Chańcza


O spływawach słów kilka

 

Galerie ze spływów kajakowych

Spływ rzeką Wdą


Weekendy pierwszomajowe - lista weekendów

Imprezy organizowane w długie weekendy majowe 

przez Klub Alpinizmu i Turystyki Górskiej PTTK Zawiercie

1 . 1997 Mirów – Bobolice - Wyżyna Krakowsko – Częstochowska

2 . 1998 Słowacki Raj

3 . 1999 Załęczański Park Krajobrazowy - Wyżyna Wieluńska

4 . 2000 Góry Sowie

5 . 2001 Bieszczady

6 . 2002 Kostkowice, Jastrzębnik - Wyżyna Krakowsko – Częstochowska

7 . 2003 Suchedniowsko – Oblęgorski Park Krajobrazowy

8 . 2004 Siedlec Janowski

9 . 2005 Czeska i Saska Szwajcaria oraz Praha 

10. 2006 Czeska i Saska Szwajcaria - piaskowce nad Łabą

11. 2007 

12. 2008 Beskid Niski

13. 2009 Słowacja Wschodnia

14. 2010


O wekendach słów kilka

 

1.Galeria Słowacja Wschodnia

 


Imprezy narciarskie

XLIII Ogólnopolski Rajd Narciarski po Jurze

Udany rajd

W dniach 12 – 16.01.2011 odbył się już XLIII Ogólnopolski Rajd Narciarski po Jurze. Pogoda nie stanęła na wysokości zadania, ale uczestników nie zabrakło. Schronisko Młodzieżowe „JURA” w Olkuszu wypełniło się prawie po brzegi. Organizatorzy doliczyli się 88. narciarzy.

Organizatorem rajdu, jak co roku był Klub Turystyczny „Ostańce” z oddziału PTTK w Zawierciu. Już od wtorku do Olkusza zjeżdżali się narciarze niemal z całej Polski. Najliczniej było reprezentowane oczywiście Zawiercie, ale mimo trudności komunikacyjnych dopisali także koleżanki i koledzy z Gdańska, Olsztyna, Warszawy, Wrocławia, Łodzi, Krakowa, Bielska-Białej, Oświęcimia, Rzeszowa, Dąbrowy Górniczej, Mysłowic i Katowic. Najstarsi narciarze mieli prawie po 80 lat, ale codziennie wychodzili na kilkunastokilometrowe trasy.

Warunki były dość trudne. Wcześniejszy deszcz, pozbawił śniegu dogodne do zjazdów zbocza, ale w wystarczającej ilości śnieg utrzymał się w lasach i na pustyniach Błędowskiej i Starczynowskiej. Mimo tych wszystkich przeciwieństw rajd należy uznać za bardzo udany. Narciarze w poszczególnych dniach przejechali na nartach następujące trasy - Bukowno-wyrobisko popiaskowe-leśniczówka Wapiennik-źródła Sztoły-Pustynia Starczynowska-Mazaniec-Olkusz, Rodaki-Chechło-Pustynia Błędowska-Pomorzańskie Skałki-Olkusz, Jaroszowiec-Klucze-Pustynia Błędowska-Pożogi-Bogucin Duży-Podgrabie Parczewskie-Olkusz, Chrząstowice-Michałówka-Braciejówka-Olewin-Olkusz, Jaroszowiec-Zubowe Skały-Rabsztyn-Olkusz. Jeden dzień z uwagi na deszcz poświęcono zwiedzaniu Olkusza.

Niestety nieco słońca uczestnicy rajdu zobaczyli dopiero w dniu jego zakończenia.
W sobotę tradycyjnie odbyło się podsumowanie imprezy przy grzanym winie, gitarze, śpiewach i slajdach. Lesław Romanek zaprezentował prelekcję z wyprawy Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej PTTK Zawiercie do Chile. Celem wyprawy był Nevado Ojos del Salado 6893 m n.p.m., drugi co do wysokości szczyt Ameryki Południowej, jeden z celów II polskiej andyjskiej wyprawy z 1937 r. oraz filmy z wyjazdów w Małą Fatrę i Czeską oraz Saską Szwajcarię. Zdjęcia z wyjazdu w góry Rumunii pokazał Marcin Gola. Zaprezentowano też zdjęcia z ubiegłych rajdów narciarskich przygotowane przez Grażynę Mazur. Jeden z wieczorów uczestnicy rajdu spędzili w zabytkowych wnętrzach olkuskiego Oddziału PTTK. Po regionalnym muzeum, opowiadając o historii Olkusza, oprowadziła narciarzy, pani prezes Barbara Stanek-Wróbel.
Nad całością imprezy czuwał Andrzej Stróżecki. Trasy rajdowe prowadzili Andrzej Stróżecki i Lesław Romanek.
Tekst i zdjęcia: Lesław Romanek

XI Spotkanie Narciarzy Śladowych Góry Stołowe

W dniach 3 – 6 marca 2011 r. w schronisku „Pasterka”, w Górach Stołowych odbyło się już XI Spotkanie Narciarzy Śladowych. Do schroniska dotarło z całej Polski 23 narciarzy, w tym dziewięcioro z Zawiercia.
Zawiercie reprezentowali członkowie Klubu Turystycznego „Ostańce” i Klubu Alpinizmu i Turystyki Górskiej.
Z uwagi na brak dogodnych warunków narciarskich w okolicy schroniska, odbyto dwie wycieczki piesze – na pobliski Szczeliniec 919m n.p.m., gdzie nie obyło się bez emocji z uwagi na odcinki szlaku pokryte tylko cienkim śniegiem i szklistym lodem, oraz na czeską stronę w Broumovske Steny. Zaliczono tam wejścia na skalne szczyty Bożanowicky Spicak – 773 m n.p.m. i Korunę 769 m n.p.m.
Na wycieczkę narciarską wybrano się w Góry Orlickie. Tam odpowiednio przygotowane trasy narciarskie dla biegaczy klasycznych i łyżwowych sprawiły nam wiele niezapomnianych wrażeń, zwłaszcza że cały czas dopisywała pogoda i dobra widoczność ze szczytów. Od strony Zieleńca cała grupa wydostała się na nartach na Orlicę 1084 m n.p.m. by po granicy dojechać do Masarykowej Chaty, a następnie po posiłku w schronisku osiągnąć Wielka Destną 1115 m n.p.m. Zjazd z tego szczytu był czystą przyjemnością. Na parking przed Zieleńcem powróciliśmy zjeżdżając zboczami Zielonego Garbu i Orlicy, w ostatniej fazie bez szlaku, między drzewami.
Wieczory w schronisku umilała nam gitara.

Lesław Romanek
Foto galeria: Lesław Romanek, Monika Szczygieł, Grażyna Mazur

 

Z Babią Górą w tle

Kolejna wyprawa narciarska, w dniach 25-27.01.2013 zorganizowana przez Andrzeja Gudysia na Orawę przeszła do historii. Uczestniczyło w niej pięcioro narciarzy zjazdowych i dziewięcioro na nartach biegowych.

W piątek 25 stycznia dojechaliśmy prywatnymi samochodami do miejscowości Orawice na Słowacji. Tam zjazdowcy udali się na pobliski stok z wyciągiem krzesełkowym i mimo silnego północnego wiatru, jeździli tam cztery godziny wszystkimi trasami od niebieskiej poczynając. Biegacze natomiast odbyli piękną wycieczkę w Dolinę Cichą. Oczywiście wszystko nie odbyło się bez drobnych upadków czy gwałtownych spotkań ze śniegiem. Niestety prawa fizyki są nieubłagane i naprawdę dziwne, że często zaskakują wykształconych ludzi.

Po tych zmaganiach ze śniegiem, wiatrem i mrozem z radością wszyscy przyjęli spotkanie z wodami termalnymi w tamtejszych basenach. Gdy już wszyscy dostatecznie się rozgrzali, niektórzy zaczęli się nurzać w śniegu, pływać pod wodą i bawić tą chwilą do woli, co uwieczniła na zdjęciach Anna Szymańska.

Wieczór w bazie u Jana Jasiury przeszła wszelkie oczekiwania. Gospodarz przygotował dla nas pod wiatą kiełbaski i kaszankę z kapustą z rusztu. Do tego oczywiście właściwy trunek. Przygrywała prawdziwa orawska kapela; skrzypce, basy i akordeon. Impreza trwała do późna. Uczestnicy zapoznali się z kulturą orawską i problemami miejscowej społeczności.

Następnego dnia biegacze udali się pod Babią Górę i po okolicznych lasach wędrowali prawie cały dzień, gdyż nie obyło się bez błądzenia. No cóż Babia Góra nie jednego już zwiodła na manowce, wykroty i bezdroża. Natomiast zjazdowcy mieli się bardzo dobrze. Jóżef Kubik przyjechał po nich skuterem śnieżnym ze skonstruowaną samodzielnie przyczepką i bez problemów przewiózł cała ekipę przez przełęcz na słowacką stronę, na własny wyciąg. Tam wszyscy jeździli prawie do zmroku popijając grzane wino. Warunki maq stoku były bardzo dobre. Warstwa świeżego śniegu czyniła zjazdy stosunkowo bezpieczne nawet przy dużej prędkości. Tłoku nie było. Cały stok był tylko dla nas. Wieczorem po upieczeniu kiełbasek gospodarz odwiózł nas na bazę, by pojawić się na niej później z harmonią, pięciolitrowym baniakiem wina i butelką śliwowicy. Wieczór spędziliśmy w dobrych humorach śpiewając z Józefem Kubikiem i oglądając slajdy z Rumunii. Oczywiście ważnym punktem programu była kwaśnica, dobrze zaopatrzona w smaczne mięsiwo.

Niedzielę cała ekipa spędziła na Słowacji w Orawskiej Leśnej. Biegacze podeszli na nartach na stok zjazdowy, by z niego zjechać mniej więcej drogą podejścia. Reszta spędziła czas po drugiej stronie góry przy wyciągu krzesełkowym. Powrót odbył się przez przejście do Ujsoł.

Kolejny już raz impreza okazała się bardzo udana. Dzięki Andrzeju.

Lesław Romanek